Nad wyraz intensywnie

Jaki był ten rok? Na pewno intensywny. Ciężko mi samej uwierzyć, ile zrobiłam, ile się wydarzyło, ale równocześnie ile nie zrobiłam i jak „oberwałam” od życia. Piszę ten post leżąc na kanapie z trzeba dziurami w nodze, kilka dni po artroskopii biodra. Nie zamierzam myśleć, co by było gdyby i czego można było uniknąć. Z moim uporem i „zosiosamosiostwem” nie można było uniknąć niczego. Także może lepiej skupić się na tym, co będzie, a jak choć jedna osoba po przeczytaniu tego wpisu zastanowi się chwilę nad tym, czy wystarczająco szanuje swój organizm to będzie cudownie :). Także głowa do góry, uśmiech na twarz i zaczynamy podsumowanie.

Ponad chmurami na Wielkim Choczu *Słowacja)
Ponad chmurami na Wielkim Choczu *Słowacja)

Górska zima

Rok zaczęłam od… zakochania się w Beskidzie Żywieckim. Bez opamiętania hasałam po halach oraz wyższych i niższych górkach zachwycając się połączeniem błękitu nieba z białym puchem pod nogami. Zaczynając przed świtem cieszyłam oczy cudownymi mroźnymi wschodami słońca. Nie odpuszczałam też wypraw w świetle księżyca, w którym tak pięknie mieniły się płatki śniegu. Swój zapał chłodziłam w zimnej wodzie w Kryspinowie, morsując oczywiście. Pod dywan zamiatałam natomiast bolesne ścięgno Achillesa, które ostatecznie dało mi spokój wraz z rozpoczęciem treningów u Kasi Solińskiej, której z tego miejsca z całego serducha dziękuję za ten rok!

W drodze na Policę (Beskid Żywiecki)
W drodze na Policę (Beskid Żywiecki)

Rowerowa wiosna

Jak wspomniałam, wraz z nadejściem wiosny rozpoczęłam próbę uspokojenia mojej niespokojnej natury i zaczęłam trenować zgodnie z planem treningowym. Wrócił rower, w zwiększających się ilościach, które zdecydowanie odbiegały od założeń planu. Ale kto by się tym przejmował, gdy słonko tak pięknie świeci i pogoda rozpieszcza? Zakochałam się w podjazdach wszelakich i szalałam na tych podkrakowskich, jak i bardziej górskich. Bieganie zeszło chwilowo na drugi plan, ale nie powstrzymało mnie to przed startem w Wielkiej Prehybie końcem czerwca. Ludzie, jak było cudownie! Miłość do biegania po górach wróciła z momentem przekroczenia linii startu. Brak górskich wycieczek dał jednak o sobie znać na ostatnich zbiegach, na których uda płonęły. Na szczęście udało się ukończyć bieg z wcale niegłupim wynikiem 🙂

Przełęcz nad Łapszanką
Przełęcz nad Łapszanką

Biegowo-rowerowe lato

Minął dokładnie tydzień i już byłam z powrotem na górskich ścieżkach biorąc udział w nie byle jakim wyzwaniu – 8x Lubań. Naprawdę nie wiem, jakim cudem udało mi się je ukończyć. Były łzy szczęścia i bólu. Był zachwyt nad górami i strach przed samotnym nocnym przedzieraniem się przez las. Było słońce i deszcz i praktycznie 24h walki ze swoimi słabościami i samotnych przemyśleń nad sensem tego wszystkiego. Było cudownie!

Lato trwało, a ja dalej szalałam w górach. Odwiedzałam Tatry, Beskidy i oczywiście Gorce, w których to początkiem sierpnia pobiegłam Gorce Ultra Trail 84km. To był dopiero bieg! Z łezką w oku wspominam wszystkie emocje, które towarzyszyły mi na trasie. Strach przed burzą, spływające zbiegi poprowadzone zarośniętymi pozaszlakowymi ścieżkami, przeprawy przez rzeki i na koniec bezchmurny zachód słońca na Gorcu – to było to!

Taterki
Taterki

Za wysokie progi…

Teraz czas na update stanu nóg – było naprawdę dobrze. Czar prysł wraz z wystartowaniem w ultramaratonie rowerowym Wschód 2021. Nie ma co się oszukiwać – NIE BYŁAM GOTOWA. Z 1400-kilometrowej trasy pokonałam 500 km. Co mnie zatrzymało? Achilles. I w tym momencie skończyło się trenowanie.

W tym pięknym gaju
Gdzieś na wschodzie

Chrup i zaczynamy od nowa

Wrzesień, październik i listopad spędziłam na uciekaniu w góry próbując zapomnieć o wszelkich zdrowotnych problemach. Na całe szczęście nogi pozwalały na piesze wyprawy. W połowie listopada jednak coś „chrupło” w biodrze. Tym czymś okazał się być obrąbek stawowy. Podobno to był wieloletni proces i podobno miał on sam z siebie złą budowę. I tak teraz leżę sobie na kanapie z trzema dziurami w nodze tuż po artroskopii biodra. Oby było już tylko lepiej.

Nie zamierzam jednak się poddać i proszę mi nie współczuć. Nie uważam też, że cała ta sytuacja ma zakazać mi marzeń i planów (o czym niestety już się nasłuchałam w czasie życzeń świątecznych). Dajcie mi tylko troszkę czasu 🙂

Plany na 2022

A jakie mam plany na 2022? Być sobą! Może jedynie ciut bardziej rozsądną. Ale tylko ciut!

Do siego roku!

Napisz komentarz