Biegowa, spacerowa i pyszna Portugalia

Witajcie!

Piszę ten tekst w samolocie z Porto do Krakowa, bo tradycyjnie nie mogę zasnac… Tak, mimo że spałam tylko 4h i ziewam na potęgę to ze spania nici 😞
Z tego powodu postanowiłam wykorzystać ten czas i napisać krótką relację z naszego kilkudniowego wypadu do Porto.

Na początek trochę prywaty – tak, w sobotę był ślub i już oficjalnie jestem żonką 🙂 Wyglądaliśmy tak (mam nadzieję, że wystarczająco sfitaśnie!).

O jacy my piękni
O jacy my piękni

A skoro był ślub, to i podróż poślubna była konieczna – zdecydowaliśmy się na 5-dniowy wyjazd do Porto, o którym od zawsze, w sumie nie wiem czemu, ale marzyłam.

Dzień 1


Pierwszy dzień minął pod znakiem lotu, dobrego jedzenia i krótkiego rozeznania po mieście. Naszą kulinarną podróż zaczęlismy od lokalnego przysmaku czyli Franceshiny…
Moja ocena – duże i tłuste, na pewno warto spróbować z ciekawości, ale zdecydowanie to nie moje smaki 🙂 chleb, mięso, żółty ser, jajko, sos – jak widać na zdjęciu 🙂

Francesinha
Francesinha

Po tych tłustościach dosyć przypadkowo trafiliśmy na mój zdecydowanie numer 1 (!!!!!!!) Pastel de nata, czyli babeczki ze spodem z ciasta francuskiego i dużą ilością budyniowego kremu rozpływającego się w ustach. A to wszystko swieżutkie, ciepłe, popite pyszna kawką – od tej przyjemności rozpoczynaliśmy już każdy kolejny dzień 🙂

Pastel de nata
Pastel de nata

Po tych wszystkich doznaniach, wieczór spędziliśmy na spacerze po Porto i odwiedzeniu mostu Luisa, z którego rozpościera się przepiękny widok na całe miasto.

Ponte Dom Luis I
Ponte Dom Luis I

Dzień 2…


…i pierwsza wycieczka biegowa 🙂 Mimo przelotnego deszczu zdecydowaliśmy się na poranny bieg nad ocean. Było wietrznie, deszczowo, momentami słonecznie – na pewno ciekawie 🙂 
Biegaczka
Biegaczka
Po oceanie, na deser odwiedziliśmy jeszcze bardzo ciekawy i spory park …, z ktorego, już autobusem, wróciliśmy do domu. Dalsza część dnia upłynęła pod znakiem spacerów, dobrego jedzenia i wina. Tym razem lunch był bardziej w stylu francuskim, po nim spacer na drugą stronę rzeki Douro, do jednej z winnic na przepyszne winko Porto ❤.
Porto w Porto
Porto w Porto
Na kolację kolejny lokalny przysmak – Bifana , czyli podpieczona bułka z rwaną wieprzowiną – dla mnie pyszna 🙂

Dzień 3…


… i kolejna wycieczka biegowa. Zapomniałam wcześniej dodać, że Porto jest miastem o bardzo zróżnicowanym terenie, także każdy spacer czy bieg jest pełen podbiegów, schodów, podejść, a dzięki nim także przepięknych widoków. I tak było na drugiej biegowej przeprawie przez miasto – pobiegliśmy do położonego na wzgórzu parku/ogrodu – Jardins do Palácio de Cristal, z którego mogliśmy oglądać najbliższe mosty Porto w słońcu i porannej mgle 🙂
W porannej mgle
W porannej mgle
Na deser tradycyjnie most Luisa i milion schodów do pokonania, żeby na niego wbiec 🙂 Jeżeli chodzi o kulinarne nowości, tego dnia popróbowaliśmy dorsza w kilku wydaniach, z którego również słynie portugalska kuchnia 🙂

Piękna pogoda zmotywowała nas również do zwiedzenia Starego Miasta z licznymi zabytkami i pięknymi kościołami.

Dzień 4…

…znowu poranne bieganie! Tym razem w drugą stronę mostu Luisa – w kierunku kolejnych przepięknych i potężnych mostów 🙂 Po bieganiu natomiast dużo spacerów, babeczek z kawką, winka Porto a nawet lodów w tych smakach 🙂 kilka przepraw przez most i podziwiania widoki na miasto, dobre jedzenie i koniec…

Porto
Porto
Ostatni wieczór
Ostatni wieczór

Dzień 5…


Trwa. W. śpi, ja piszę, wracamy, wspominamy, wybieramy zdjęcia, niedlugo pojawią się też filmy z wyjazdu 🙂
Trzymajcie się !
Wracamy
Wracamy

Do następnej!

Przebiegliśmy: 22,96km

Zbliżyliśmy się: 1009m do Słońca

M.

Autor

Napisz komentarz