Beskid Niski po raz pierwszy czyli relacja z III Biegu Beskidnika

Zasada numer 1 pisania relacji z biegu – musi być ona napisana tego samego dnia, co bieg 🙂 W przeciwnym razie straci baaardzo dużo endorfin na wartości. A więc zaczynamy!

Cuda po drodze
Cuda po drodze

Kilka miesięcy temu…

…koleżanka mojej siostry, Kamila, której bardzo serdecznie dziękuję i pozdrawiam, poleciła nam właśnie Bieg Beskidnika. Szybko spojrzałam na regulamin i trasę i bez wahania zapisałam nas na 21km. Las i góry, a w dodatku góry, w których jeszcze nie byliśmy – naprawdę nie musiałam się długo zastanawiać. Niestety kilka dni później uświadomiłam sobie, że na ten sam dzień jesteśmy już zapisani na Bieg 3 Kopców w Krakowie. Musieliśmy wybrać – tym razem zrezygnowaliśmy z kopców i w niedzielę z samego rana wyruszyliśmy w podróż do Folusza.

Pierwsze, co przychodzi mi na myśl z ostatnich godzin przed startem to..

…zimno

Było około 0 stopni! Szybko odebraliśmy pakiety i lecimy do auta się zagrzać, chwila spaceru, znowu auto i tak do samej rozgrzewki 🙂 Oczywiście poza tą niską temperaturą, wszystkiemu towarzyszyła najpiękniejsza pogoda jaką można sobie wyobrazić. W drodze do Folusza byliśmy świadkami jak cała mgła, która otaczała nas podczas jazdy stopniowo opadała, a my mogliśmy podziwiać przepiękne górskie krajobrazy, w tym Tatry w całej swojej okazałości!

Trofea Bieg Beskidnika
Trofea

Ale wracam do biegu

Niestety kontuzjowany W. zdecydował się zrezygnować z biegu także stałam na starcie sama. 3,2,1… lecę! Tradycyjnie na pierwszych kilometrach nie szło mi najlepiej i rozkręciłam się dopiero po około 8km 🙂 Od 8km coraz lepiej i drugą połowę trasy biegłam już czerpiąc w biegu dużą przyjemność. Jeżeli chodzi o trasę…

…las, góry, las, góry, las, góry… nic dodać, nic ująć! Jedyne czego mi brakowało to krótkich momentów z widoczkami na góry 🙂 Na ostatnich kilometrach zbiegu chyba po raz pierwszy udało mi się puścić nogi i pobiec trochę odważniej. Może moja przyszłość (z)biegacza nie jest jeszcze stracona 😀

A na mecie – wojskowa grochówa! Nawet nie pamiętam jej smaku, więc musiała być pyszna 🙂

Udało się!
Udało się!

Podsumowując:

  • trasa: las pełen ciekawych podbiegów i zbiegów, czyli wzorowo. Jeżeli chodzi o podbiegi to było ich troszkę mniej niż na moich poprzednich biegach (np. Noraftrail 3xMogielica lub Bieg 7 Dolin), więc wydaje mi się, że trasa była dosyć szybka jak na górskie półmaratony
  • atmosfera i organizacja: bardzo dobra, w pierwszym punkcie żywieniowym widziałam sporo smakołyków, ale zbyt wiele ludzi mnie tam wyprzedziło, więc i ja pobiegłam dalej
  • odczucia i emocje: powórzę po raz kolejny: bieg beskidnika = góry+las także super!
  • czy wrócę? Jak najbardziej! Muszę Waldkowi pokazać trasę przecież!

A teraz, po tych wszystkich wrześniowych szaleństwach, może przyszedł czas na odpoczynek…?

Do następnego!

M.

Leave a Reply