Dziś będzie trochę przemyśleń. Ostatnio zdecydowanie więcej chodzę po górach. W swoich relacjach zazwyczaj staram się oczywiście przedstawiać i opisywać wycieczki najprzyjemniejsze, pełne pięknych widoków. Robię tak z dwóch powodów. Po pierwsze, jak pewnie większość z nas, wolę zapamiętać to, co najlepsze 🙂 Po drugie: czy jest coś atrakcyjnego dla Ciebie, Drogi Czytelniku, w szarych i rozmazanych zdjęciach oraz moim narzekaniu? Może i nie ma w tym nic atrakcyjnego, ale mimo to postanowiłam poświęcić ten wpis właśnie tym nie do końca udanym wypadom. Dlaczego? A właśnie dlatego, żeby zastanowić się, jaką wiedzę i umiejętności z nich wyniosłam.

Mgły w drodze na Jaworzynę
Mgły w drodze na Jaworzynę

Piękną zimę mamy w tym roku w naszych polskich górach! Siedząc cały tydzień w pracy z zazdrością przeglądam te przepiękne biało-błękitne zdjęcia, które ludzie wrzucają na rozmaite grupy na portalach społecznościowych. Marzę o tym, jak bardzo chciałabym teraz słyszeć chrupiący śnieg pod nogami i mrużyć oczy przez odbijające się w nim słońce. Przychodzi weekend. W góry jadę i ja! Pogoda może nie zapowiada się idealnie, ale jakoś damy radę!

Wycieczka 1 – Leskowiec (Beskid Mały)

Nigdy nie byłam w Beskidzie Małym. Nie są to zbyt wysokie góry, więc może i śniegu nie będzie tak dużo. Poza tym w Tatrach panuje wysoki stopień zagrożenia lawinowego… Leskowiec będzie doskonały! Wybieram dla nas najkrótszy szlak prowadzący do schroniska, z Targoszowa. Problemy pojawiają się już na kilka kilometrów przed dojazdem do Targoszowa. Na drodze ślizgawica, parking zasypany. Jakoś udaje nam sie jednak znaleźć w miarę bezpieczne miejsce parkingowe. Wyruszamy! Początkowo trasa prowadzi leśną ubitą drogą. Do czasu. Szlak odbija w prawo, a tam już możemy zapomnieć o jakimkolwiek przetarciu szlaku. Do tego zaczyna sie podejście pod górę. Wydaje mi się, że jesteśmy dosyć silni fizycznie – mimo to po 2,5km brnięcia pod górę poddajemy się. Po pierwsze, nie mamy stuptutów.

Padłeś?
Padłeś?

Lekcja pierwsza: w zimie stuptuty zawsze w plecaku

Po drugie, zwyczajnie brakuje nam sił! Śniegu momentami po pas – robimy przerwy co kilka kroków.

Lekcja druga: z przecieraniem szlaku nie ma żartów i trzeba być świadomym tego, że taka wyprawa może zająć nam kilka razy (!!!) więcej czasu.

I jeszcze nauczka, która odnosi się zarówno do tego, jak i do wielu innych naszych wyjść:

Lekcja trzecia: nawet w największym mrozie chce się pić! Herbata w termosie w każdej ilości na pewno zostanie wypita!

Takie tam w śniegu
Takie tam w śniegu

Wracając do naszej wycieczki. Jak już pisałam, zawróciliśmy. Może dalszych widoków nie było, może nie dotarliśmy do celu, ale niczego nie żałuję 🙂 Dookoła otaczała nas piękna, niezniszczona jeszcze przez nikogo zima. My natomiast na pewno nabraliśmy większego szacunku do gór…

Wycieczka 2 – Jaworzyna Krynicka (Beskid Sądecki)

A właściwie to kilka wycieczek na Jaworzynę! Jaworzyno! Dlaczego nie chcesz nam się pokazać?

Z mojej pierwszej, wrześniowej, biegowej wycieczki na Jaworzynę najbardziej pamiętam moment, gdy staliśmy pod drzewem zastanawiając się, czy ten deszcz to przypadkiem nie pada coraz bardziej (a według prognozy pogody miał zanikać…). Co miłego nas spotkało? Rozpalony kominek w schronisku na szczycie 🙂

Lekcja czwarta: nie ma co za bardzo ufać prognozom pogody i warto mieć w plecaku suche ubrania na przebranie

Październik… wyruszamy po raz kolejny. Jesień jest piękna, to prawda, ale wciąż nic nie widać. Oczywiście tradycyjnie brakuje nam wody. I wracamy do lekcji trzeciej.

Styczeń… Pogoda w okolicach Nowego Sącza jest bardzo przyjemna. Przepięknie widać Tatry. Dojeżdżamy do Krynicy… Co widzimy? Mgłę! Mimo to wyruszamy. Śniegu momentami po pas. Jesteśmy już mądrzejsi o stuptuty i po kilku przygodach docieramy na szczyt i do schroniska. Oczywiście nie widać nic.

Jaworzyno, Jaworzyno...
Jaworzyno, Jaworzyno…

Lekcja piąta: góry rządzą się swoimi prawami.

Wycieczka 3 – czerwony szlak w Karkonoszach

Moim celem i zarówno marzeniem na 2018 rok było przebiegnięcie czerwonego szlaku w Karkonoszach, ze startem w Szklarskiej Porębie, stamtąd na Szrenicę i później aż do Śnieżki i na dół do Karpacza.

M. biegnie
M. biegnie

Podejście pierwsze miało miejsce już w styczniu. W Szklarskiej Porębie śniegu nie było praktycznie wcale, ale już od razu na wejściu na szlak śnieg się pojawił (na szczęście w ubitej, przyjemnej do biegania formie). Pogoda była zmienna. Na starcie mgły, na szczycie były momenty z pięknym błękitnym niebem. W tej euforii dobiegliśmy do Śnieżnych Kotłów i tu przestało być tak przyjemnie. Szlak praktycznie nieprzetarty – zdecydowanie nie na adidasy… Wracamy.

Hala Szrenicka
Hala Szrenicka

Na drugie podejście zdecydowaliśmy się w trakcie weekendu majowego. Na górze było chłodno, ale słonecznie i przyjemnie. Dobiegliśmy do Śnieżnych Kotłów, a za nimi znowu zatrzymało nas pokryte zlodowaciałym śniegiem zbocze z wąską ścieżką… Wracamy.

Zdobywcy
Zdobywcy

Tym razem sprawdziła się zasada do trzech razy sztuka i za trzecim, wakacyjnym podejściem, przebiegliśmy całe 34km… I to było coś pięknego!

Lekcja szósta: gdy nie jesteś pewny swoich umiejętności/sprzętu – lepiej nie ryzykuj, na wszystko przyjdzie czas 🙂 Góry to nie żarty.

I do gór nabieramy jeszcze większego szacunku. Są nieprzewidywalne ale mimo tych wszystkich wyjść, które (pozornie) nie wyszły wciąż wracamy. I będziemy wracać 🙂 Bo jest pięknie! Czasem wystarczy ośnieżone drzewo, czasem spotkanie z sarenką, czasem walki chmur na niebie. Jest pięknie, po prostu!

Do zobaczenia na szlaku 🙂

M.

Autor

Napisz komentarz