Pamiętam, była jesień…w Taterkach

A właściwie to mogę śmiało powiedzieć, że było lato. A było to kilka tygodni temu, na początku listopada. Wtedy to zdecydowaliśmy się na własnych nogach sprawdzić, czy w tych Tatrach to faktycznie wciąż nie ma zimy 🙂

KUŹNICE (niebieskim szlakiem) – HALA GĄSIENICOWA I SCHRONISKO PTTK MUROWANIEC (żółtym szlakiem) – KASPROWY WIERCH (czerwonym szlakiem) – PRZEŁĘCZ POD KOPĄ KONDRACKĄ (zielonym szlakiem) – SCHRONISKO PTTK NA HALI KONDRATOWEJ (niebieskim szlakiem) – KUŹNICE

https://mapa-turystyczna.pl/track/700990a4cbda2ea2ff24a5565cd48ff6

Wybraliśmy trasę z Kuźnic, żółtym szlakiem na Halę Gąsienicową do schroniska Murowaniec. Towarzyszyła nam Madzia, którą gorąco pozdrawiamy 🙂 Do końca wahałam się, czy przełamię się i wyruszymy z nią na Kościelec. Bałam się, że spanikuję (szczególnie, gdy okaże się, że jednak wyżej w górach jest zima). Ostatecznie zdecydowaliśmy wybrać się na Kasprowy Wierch a stamtąd w kierunku Kopy Kondrackiej.

I nie pożałowaliśmy tej decyzji 🙂

Tacy zdobywcy!
Tacy zdobywcy!

Pogoda była przecudowna. Swoją drogą przypadkowo staliśmy się jednymi ze zdobywców szczytów z okazji przypadającej na drugi dzień setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę:)

Może jeszcze taka fotka?
Może jeszcze taka fotka?

W. nie był zbytnio przekonany do całego wyjazdu. W żartach obiecałam mu, że na pewno spotkamy jakieś zwierzaki – może kozicę? I stało się 🙂 W drodze na Kasprowy z góry zbiegła do nas kozica, zatrzymała się, przyjrzała się nam, po czym ruszyła dalej. Chyba muszę wrzucić filmik, bo jest uroczy 🙂

A na Kasprowym Wierchu warunki cudowne: czyste błękitne niebo, gdzieniegdzie urozmaicone małymi, białymi obłoczkami. Z jednej strony przepiękne, aksamitne, czerwono-złote Czerwone Wierchy, z drugiej zaś bardziej groźna i majestatyczna Orla Perć. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, jak bardzo kocham góry, a w szczególności Tatry. Z Kasprowego Wierchu ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem w kierunku Kopy Kondrackiej. Niestety gonił nas czas – byliśmy umówieni w Krakowie na wieczór ze znajomymi. Osobiście ciężko mi było o szybkie tempo i zdecydowanie nie chodziło tu o kondycję 🙂 Co chwilę zatrzymywałam się, aby nacieszyć się przepięknymi widokami, zrobić jakieś zdjęcie 🙂 Szczerze mówiąc nie pamiętałam, że ta pozornie oczywista trasa jest taka cudowna. Ostatnim razem byłam tu chyba ponad 10 lat temu z tatą 🙂

Zostajemy tu!
Zostajemy tu!

Niestety goniący nas czas zmusił nas do zejścia do Hali Kondratowej już z przełęczy przed Kopą Kondracką. Zawsze schodząc dopada mnie smutek i taki niedosyt, że nie mogę zostać na górze. A to schodzenie jakimś dziwnym trafem zawsze się też bardzo dłuży… Też tak macie?

W schronisku tłumy, zjedliśmy kanapki i ruszyliśmy w kierunku samochodu.

Przed nami Kopa Kondracka a my musimy już schodzić...
Przed nami Kopa Kondracka a my musimy już schodzić…

Ostatecznie wyszło ponad 22km (z moich obliczeń miało być 17,5 także W. był lekko zaskoczony:). Dziś w Tatrach już zima, więc na wyjście w wyższe góry przy moich umiejętnościach chyba trochę poczekamy. A na te kilka zimowych miesięcy piszę ten wpis i wrzucam do niego chociaż część tych przepięknych zdjęć i chociaż krótki opis towarzyszących nam emocji 🙂

I niech czas się tu zatrzyma :)
I niech czas się tu zatrzyma 🙂

Do następnego!

M.

Leave a Reply