Moja recepta na biegi górskie? Spiąć pośladki na podbiegach, a na zbiegach rozłożyć skrzydła (ręce 🙂 i lecieć jak szalona! Niby nic trudnego, a jednak na metę wbiegam wypruta z sił… Dlaczego?

Właściwe przygotowanie treningowe

I tu przytaczam tytuł wpisu: „Żeby biegać, trzeba biegać”… U mnie niestety biegania to ostatnio było trochę mniej. Zamiast tego torowałam zaśnieżone szlaki, zdobywając kolejne górskie, zimowe szczyty. Czy żałuję? Oczywiście, że nie! Co widziałam, to moje! Nikt mi tego nie odbierze. A więc pretensje o to, że moim nogom nie było ostatnio dane dużo biegać, mogę mieć tylko do siebie 🙂

Odpowiednia regeneracja

Jeszcze kilka dni temu myślałam, że tym razem się uda. Będę wyspana i wypoczęta, gotowa na bicie własnych rekordów. Ale co zrobić, gdy na sobotę zapowiadają ładną pogodę? Najlepszym rozwiązaniem jest wybrać sie w góry a już najlepiej na wschód słońca! Także po sobotniej 16-kilometrowej wędrówce rozpoczętej pobudką o 2.30 o wyspaniu i wypoczęciu mogłam zapomnieć 🙂

Tatrzański spam
Tatrzański spam

Na szczęście jestem tylko amatorem

O jak to dobrze! Że jestem amatorem. Że biegam dla przyjemności. Że na zawodach największą walkę toczę ze sobą – ale taką sobą, jaka jestem tu i teraz. Oczywiście w noc poprzedzającą zawody spałam już jak zabita, a po górskich wyprawach nadrobiłam stracone kalorie. Mimo to nie wiedziałam, na co będzie mnie dziś stać. Wydawało się, że warunki będą wymarzone – brak śniegu a do tego miękkie podłoże z małą ilością błota, dodatnia temperatura i na zmianę delikatne słońce i chłodny, przyjemny wietrzyk – miód, malina!

Na miejsca! Gotowi! Start!

Ruszyli! Niektórzy po swoje właśne rekordy, a najlepsi chcąc pobić rekordy tras. Niektórzy walczyli z innymi, inni sami ze sobą. Wszyscy napędzani siłą swoich nóg, swoch głów i szalejącą w żyłach adrenaliną parli zawzięcie w kierunku mety. Wśród tych wszystkich szaleńców byłam i ja. Zaczęłam delikatnie, nogi o dziwo nie protestowały, a na zbiegach nawet pozwalały mi całkiem nieźle się rozpędzić. Tak było do pierwszego mocniejszego podbiegu, na którym musiałam przejść do marszu. Po sobotnich, górskich wędrówkach to marsz pod górę był dla mnie największym wyzwaniem. Ostry ból w mięśniach… Co zrobić? Zacisnęłam zęby i maszerowałam pod górę marząc o momencie, kiedy będę mogła wrócić do biegu 🙂 W ten sposób doczłapałam do ostatniego podbiegu przed samą metą, na którym nogi po raz kolejny chciały mnie pokonać. Nie wiem jakim cudem wdrapałam się na górę. Tym bardziej nie wiem skąd miałam siłę, żeby przejść do biegu i co więcej, przyspieszyć. No dobra, wiem.

Łzy szczęścia

W sumie to chyba mam tak na każdych zawodach. Tak, jestem wrażliwa i tak, wzruszam się. Przez to dobiegnięcie do mety jest dla mnie tym bardziej trudne. Dlaczego? A dlatego, że jak widzę już tych wszystkich dopingujących ludzi, metę i koniec tej trwającej wcale nie tak krótko walki, po prostu się rozklejam. Łzy w oczach zdecydowanie nie pomagają w szybszym bieganiu. Ale mimo, że we łzach tak ciężko jest złapać oddech, to ta cała otoczka mety równocześnie powoduje, że nogi jednak biegną szybciej! Nie wiem, jak to się dzieje… Tak czy inaczej, po raz piąty w tym sezonie wbiegłam na metę wykończona, ale najszczęśliwsza! W opinii W. nie wyglądałam na szczęśliwą. Ciekawe… może po prostu tak wyglądam, dopóki nie uświadomię sobie, że wygrałam 🙂 (sama ze sobą oczywiście, bo do czołówki to mi jeszcze trochę brakuje :).

Pysznota! Finał Gpk
Pysznota!

Wyniki, medale

To był najszybszy bieg, dla mnie i dla W. Udało nam się też wywalczyć upragnione medale. W tym miejscu chciałabym pogratulować też wszystkim biegaczom, którzy dziś i przez całą edycję dzielnie walczyli razem z nami. Jak było w tym roku? Na pewno nie było nudy… Najpierw pływanie w błocie, później troche szybszego biegania z Mikołajami, następnie śnieżno-lodowy styczeń i lodowisko w lutym, a na koniec bicie rekordów w marcu. Nie było nudy – mimo, że trasę Ambitnej Jedenastki przebiegłam już 10 razy, za każdym razem pod nogami miałam co innego! Także dziękuję Grand Prix Krakowa w biegach górskich za dostarczenie nam w tym roku tylu atrakcji 🙂 Jak widać są biegi, które nigdy się nie znudzą 🙂 Dziękujemy i za rok meldujemy się z powrotem na starcie. A może pokusimy się też o sierpniowy nocny bieg 🙂

Po raz kolejny dziękuję Manuel Uribe Photography za świetne zdjęcia! 🙂

Do następnego,

M.

Autor

Napisz komentarz