Mogłoby się wydawać, że jestem jakimś górskim specjalistą. Nic bardziej mylnego! Oczywiście góry kocham całym sercem, jednak równie mocno się ich boję. Przez ostatni rok przeszłam, a nawet przebiegłam sporo różnych górskich ścieżek. Dzięki tym wszystkim godzinom spędzonym na szlakach pokonałam w sobie już wiele słabości. Jeszcze nie tak dawno przerażał mnie widok błyszczących się mokrych kamieni lub błota. Kiedyś przy każdym kroku zastanawiałam się kilka razy, gdzie postawić nogę. Oczami wyobraźni widziałam kolejne poślizgi i upadki. Na szczęście jest już zdecydowanie lepiej 🙂

Z Babią Górą i Giewontem za rękę
Z Babią Górą i Giewontem za rękę

Do czego zmierzam?

Do krótkiej relacji z mojej ostatniej wycieczki na Kasprowy Wierch, która była dla mnie kolejną ważną lekcją i jednocześnie pokonaniem kolejnych psychicznych barier.

Na szlaku
Na szlaku

Prognoza pogody na czwartek zapowiadała się rewelacyjnie! Na szczęście udało mi się wziąć urlop i tym sposobem o 5.15 siedziałam już grzecznie w autobusie. Ze wszystkich przeanalizowanych w środę tras wybrałam Kasprowy Wierch. Dlaczego? Bo zawsze chciałam wybrać się tam zimą. Poza tym szukałam trasy, na której istnieje duże prawdopodobieństwo spotkania innych fanów zimowej turystyki górskiej. Nie sądziłam jednak, że po raz pierwszy wybiorę się tam sama!

Klasycznie...
Klasycznie…

Zdecydowałam sie na dotarcie na szczyt przez Halę Gąsienicową. Na trasie byłam jeszcze przed 8. W kierunku Hali Gąsienicowej zmierzało już kilka osób, dzięki czemu poczułam się pewniej. Pogoda była cudowna! Postanowiłam, że nie będę się zatrzymywać i szybkim tempem dotarłam do mojego pierwsze celu. W drodze do Hali Gąsienicowej miałam już trochę stracha, jednak domyślałam się, że wynika on raczej z mojej nieświadomości działania raczków 🙂

Twarzyczka będzie opalona!
Twarzyczka będzie opalona!

Kawka, szarlotka, uspokajamy oddech i ruszamy dalej!

Drogę na Kasprowy Wierch pokonałam już w samotności. Co prawda w zasięgu wzroku miałam dziesiątki narciarzy szalejących na stoku, jednak na pieszym podejściu nie było nikogo. Zimowy szlak, który przebiega lewą stroną stoku narciarskiego pokrywała warstwa w miarę ubitego śniegu. Wraz ze wzrostem wysokości rosła również prędkość wiatru, który skutecznie pokrywał wszelkie ślady cienką warstwą sypkiego śniegu. Niestety moje raczki niebardzo chciały stawiać mu opór. Idąc stromo pod górę, z lekką zadyszką dotarłam praktycznie pod sam szczyt.

Cuda, dziwy
Cuda, dziwy

Cały czas miałam w głowie myśli, że najwyżej zjadę kolejką. Tuż przed szczytem natrafiłam na trudniejsze miejsce – wąską boczną ścieżkę przysypaną tym nieszczęsnym lekkim śniegiem oraz lodową skałę. W tym momencie również dostrzegłam mężczyzną idącego w przeciwynym kierunku. Poczekałam, aż przejdzie – wbił raki w napotkane lodowisko i jakimś cudem znalazł się po mojej stronie. Może mi też się uda? Tak, udało się. Pozostało tylko wdrapać się na wyślizgany szczyt – tu raczki spisały się nienagannie! I nagroda…

A skąd oni się tu wzięli?
A skąd oni się tu wzięli?

Biało-niebieski świat

Uwielbiam taką zimę. Nie mogłam napatrzeć się na te cudowne Czerwone Wierchy, tym razem ubrane w aksamitną biel. Z drugiej strony bardziej skaliste szczyty również wyglądały zjawiskowo! Dopełnieniem wszystkiego było bezchmurne błękitne niebo i mocne słońce, którego promienie przepięknie mieniły się w przymrożonym śniegu!

Czerwone Wierchy w nieco innej odsłonie
Czerwone Wierchy w nieco innej odsłonie

A więc udało się! W samotności, spokojnie analizują każdy krok i każdą napotkaną sytuację, zrealizowałam swoje kolejne marzenie. Czego mnie to nauczyło? Na pewno obyłam się z raczkami, które swoją drogą są świetne! Na pewno nabrałam doświadczenia na zimowych, górskich szlakach. Na pewno nabrałam jeszcze większego szacunku do gór, a w szczególności ich zimowego oblicza. Równocześnie nacieszyłam oczy cudownymi widokami i przypiekłam sobie twarz, o czym zimą zawsze marzę! Wracam opalona i silniejsza 🙂 Ciekawe, jaki kolejny pomysł wpadnie mi do głowy… a może już wpadł?

W błękicie i bieli
W błękicie i bieli

Do następnej!

M.

Autor

Napisz komentarz